Biznes praca programowanie…

Witam

Co ja tu widzę, nie pisałem od lutego. Od tego czasu trochę się zmieniło, nie wiele, ale jednak. Trochę się pozmienia, aktualnie zamierzam przenieść część wpisów na inne blogi (chcę zrobić nowy o ekonomii oraz o programowaniu osobny).

Wczoraj skończyłem zadanie testowe dla programisty z dużym doświadczeniem, i doszedłem do pewnych wniosków, którymi chcę się z Wami podzielić.

Właściciel tej jednoosobowej firmy chciał, po zobaczeniu mojego kodu, bym pracował dla niego przez 3 miesiące (uczył się) za darmo, potem zatrudniłby mnie na pół etatu. Śmieszne prawda? Najlepsze jest to, że w wielu aspektach on się myli. Z punktu widzenia programisty, może on mieć swoją rację, ale z punktu widzenia biznesu, racji nie ma. Poczytałem o wzorcu Repozytorium, który to miałem zaimplementować i z grubsza zrobiłem to dobrze, nie użyłem interfejsu, bo i po co, w końcu i tak ten interfejs używany nie jest do DI chociażby. Napisałem to bez czytania czym jest ten wzorzec, tylko na podstawie zdawkowej wiedzy. Mogłem w zasadzie jeszcze poprawić projekt, ale nie miałem na to czasu, gdyż był on darmowy, a czekała na mnie płatna praca.

O co chodzi? Do wzorca Repozytory oraz innych wzorców, do ich implementacji, jest wiele podejść w branży. Czemu niby z biznesowego punktu widzenia miałbym uczyć się za darmo jego podejścia? Jeśli uważa, że jego podejście jest naj, niech zapłaci za naukę, za mój czas, jeśli chce zarabiać, niech zaryzykuje, ale nie, on jest wielki biznesman programista, on chce bym się nauczył,  a on zarobi.  Takich biznesmanów spotykam bardzo wielu. Każdy chce zarobić, nikt nie chce pracować, ryzykować. Nie po to kapitalizm ustanowiono. Ja jako inwestor ryzykuje każdego dnia mniej lub więcej.

Nie jest mądre poświęcanie swojego czasu na naukę od jednej osoby czegoś co ta osoba uważa za złotego Graala informatyki. Jeśli ta osoba uważa, że jego wiedza jest the best, ok życzę powodzenia.

Kolejny biznesman, który kojarzy mi się z wczorajszym, polecił mi gdy robiłem mu stronę internetową, bym nauczył się jednego szablonu wordpressa, bym robił w nim szybko strony internetowe. Oczywiście chciał, by to był szablon,który się jemu podobał typu NoName, nie popularny itp. Stwierdziłem, że jeśli uważa, że to taki świetny pomysł, niech mnie zatrudni na etat, nauczę się obsługi tego szablonu na pamięć i będę wykonywał na nim stronki wordpressowe dla jego klientów. Oczywiście się nie zgodził. Prawda jest taka, że nauka jednego paradygmatu programowania, jednego szablonu WordPressa jest bez sensu, jest nieowocna. W informatyce rozwiązuje się problemy na bieżąco, nie uczy się jednego wzorca na 1000 różnych sposobów, by być uważanym za guru, bo życia nie starczy, by opanować wszystkie. Biznes is biznes. Problem należy rozwiązać, projekt należy zrealizować, kasa musi się zgadzać, to wszystko.

Naukę obsługi jednego szablonu na pamięć porównałbym do nauki przyrządzania potraw. To tak jakby kucharz nauczył się przygotowywać tylko pasztet. Gdy przychodzi klient i chce homara, właściciel restauracji proponuje mu pasztet. Śmieszne prawda. Gdy ogląda się programy typu MasterChef widać, że przed dobrym kucharzem stawia się cel i on go osiąga, jeden lepiej inny gorzej, ten który radzi sobie najlepiej wygrywa. To są zagraniczni kucharze, podejście zachodu, dlatego są bogaci, bo umieją rozwiązać kreatywnie problem. W Polsce uczy się pracownika by był kucharzem, który robi pasztet, bo jak się nauczy jednej, powtarzalnej czynności to będzie robił to szybciej i… taniej. Ta cała taniość, pogoń za robotyzacją pracownika sprawił, że Polska jest krajem montowni i supermarketów. Pracodawcy nie opłaca się kreować gospodarki innowacyjnej, on chce mieć tanio, by za swoją (marną) pracę kupić pracę innych ludzi w jak największej ilości, by zaspokoić jak najwięcej swoich potrzeb (kosztem potrzeb innych). Ten dziki kapitalizm się kończy.

Należy uczyć się rozwiązywać problemy, jak najlepiej, nie bycia purystą, gdyż jeśli ktoś chce się „doktoryzować” z jednego szablonu wordpressa czy podejścia może się to okazać zgubne, gdyż technologia się zmieni (np używane technologie w szablonach WordPressa bardzo pójdą do przodu), przeminie i taki człowiek zostanie sam jak programiści Cobola, którzy lądowali w przysłowiowym McDonaldzie na szmacie lub zmywaku. Nawet jeśli ktoś ma rację i trzyma się swojego świętego Graala, może się przeliczyć, gdyż świat pójdzie w inną stronę. Bez niego.

Reklamy

Dzień Januszy

Witam

Dzisiejszy dzień można określić jako dzień Januszy biznesu. Na jednym z blogów pojawił się wpis określający tą grupę jako dorobkiewiczów po przewrocie komunizmu. Także tych, którzy dorabiali się nielegalnie i pojęcia nie mają o prawdziwym biznesie, nie skończyli żadnych studiów, nie mają odpowiedniej wiedzy, nie odnajdują się w konkurencji z osobami, które skończyły studia i dziś prowadzą porządne biznesy. Do tego jeśli już chcą współpracować z kimś po studiach, to nie umieją, nie są uczciwi, myślą, że mogą absolwenta tak samo oszukać jak parobka od kosy, albo zapłacić w naturze typu paczka papierosów oraz flaszka wódki. Nie pisząc już o jakichkolwiek strategiach, biznesplanach, założeniach, celach, misjach oraz docieraniu od odpowiednich klientów ze swoją ofertą. Jest tego o wiele więcej. To ta cała mentalność ludzi. Nie raz pisałem o firmach informatycznych, które ( pół żartem pół serio) zostały założone przez byłych budowlańców, gdyż słyszeli, że w tej branży są pieniądze. Raz dzwonił do mnie nawet Pan po psychologii, bym nauczył go w rok jak zostać programistą i założyć agencję reklamową. Nie przyjąłem zlecenia, gdyż w rok nie nauczy się jak robić to dobrze. No ale był po psychologii, więc pewnie ładnie by ludźmi motał. Jedyna rada – zatrudnij tanio ludzi i każ im robić robotę za 3 razy więcej – klientów na pewno znajdziesz. Wartość pracy zostanie podzielona na Ciebie i klienta. Co tam ze specjalistą, on się nie zna, on ma wierzyć, że jest wart minimalną po studiach, mimo, że Ty zarabiałeś więcej na budowie, przecież Twoja praca taka ciężka. To żart.

Pojawiły się również wpisy o lojalności wobec pracodawcy. Jak pisałem (na podstawie lektury innych książek) pracodawca lojalność może sobie kupić lub wypracować. Nie mam jej za to, że tylko da Ci pracę. Z pracy macie obaj korzyści i tak ma być.
Powołam się tu na przykład pewnego gościa, który odszedł z funduszy Arka. BZWBK mocno płakała i sądziła się z Leszkiem Kasperskim oraz Piotrem Przedwojskim zarządzającym aktywami, że im klientów podprowadzili. Przecież bank miał korzyści, miał je też manager, ale w pewnym momencie postanowili pójść na swoje i słusznie. W końcu to jego wiedza, umiejętności, cechy charakteru stanowiły o sukcesie funduszy Arka. Postanowili budować swoją markę. Nie spodobało się to szefom Arki. Myśleli chyba, że zatrudniony raz pracownik zostanie ich niewolnikiem do końca życia. Teraz przeczytałem, że pozwani przegrali procesy zakazujące im kontaktowanie się z poprzednimi klientami. Owszem, nie popieram nachodzenia klientów i namawiania ich do przejścia do nowego funduszu, ale jeśli Ci klienci sami poszliby za zarządzającym to jest to jak najbardziej OK. To Arka powinna zamiast biegać po sądach próbować się dogadać z byłymi pracownikami i być może powierzyć im część pieniędzy w zarządzanie.

Na powyższym przykładzie widzę, że w Polsce nie buduje się kapitalizmu tylko feudalizm, gdzie Pan i władca z pieniędzmi może wszystko. Ani polityka (chociaż teraz to się lekko zmienia – patrz dofinansowania unijne na innowacje) ani biznesmani nie mają powodu, by budować uczciwy system, oni chcą budować go dla siebie tylko i wyłącznie. Nie chcę już pisać o tym jak poprzednia lewica się zbłaźniła, gdzie biznesmani udający lewicowców starali się zarobić jak najwięcej kosztem wszystkich naokoło. Teraz lewica zaczyna się powoli odbudowywać. Na czele są mądrzy ludzie. Nie jestem zatwardziałym lewicowcem. Jestem kapitalistą, któremu nie podoba się, że za bardzo na prawo poszedł system i gdy chcę iść do pracy za godziwe pieniądze, nie mogę, gdyż pracodawca (Pan i władca) stwierdza (nie wiem na jakiej podstawie), że jestem wart połowę tego, co chcę zarabiać (a czasem i mniej) chociaż rynek potrafi moją pracę wycenić wyżej (rynek czyli klient końcowy, a nie pracodawca). Są również firmy, które chcą programistę zatrudnić za minimalną. Nie wiem skąd to wynika, ale mnie to raczej bawi. Taki Januszek biznesu potrafi szukać rok pracownika, w końcu znajdzie, ale czy to będzie jakość? Jeśli widzisz, że dana firma szuka rok pracownika to albo ma rotacje u siebie i z jakiegoś powodu ludzie odchodzą lub są wyrzucani, albo nie ma chętnego, czyli warunki są uwłaczające lub nieodpowiednie (miałem być politycznie poprawny). Warto się zastanowić, czy taka firma wykona swoją usługę w sposób należyty.

Ludzie łudzą się, że będąc prawicowcami staną się bogaci, jeszcze bardziej cementują stary układ, gdyż wierzą, że kiedyś może on im zapewnić dostatnie życie, że kiedyś się odwróci, że kiedyś to oni będą na górze. Tak się nie stanie. Karty już dawno zostały rozdane i każdy chroni tylko i wyłącznie swoich interesów. Nie ma co się łudzić, że ktoś zdobędzie palmę pierwszeństwa. Jeśli oglądaliście Kosogłos, to widzieliście jak to działa. Można być gwiazdą jednego show, można coś zmienić, ale tantiemy przypadną wąskiej grupie, której przypaść mają.

Ostatnie wybory sprawiły, że zatoczyliśmy koło. Wróciliśmy do dawnego systemu, ale zaczynam widzieć to pozytywnie. 500 zł na dziecko oraz wcześniejsze emerytury sprawią, że wiele rodzin nie będzie wypruwać z siebie żył. Będzie za to więcej pracy, bo zwolnią się etaty. Ja już zauważyłem większy popyt na moją pracę, nie ze strony pracodawców, ale małych przedsiębiorców (klientów końcowych), co nie ukrywam mi odpowiada. Giełda również jakby się przyzwyczaiła do rządów PiSu i zaczyna odrabiać. Zapowiada się dobry rok.

 

No to jedziemy znowu…

Witam

Znowu na bankierze ukazał się artykuł, gdzie pracodawcy uchylają się od swoich obowiązków i przenosić chcą koszty nauki na

1) uczelnie

2) studentów/absolwentów

3) Państwo – wyciągać pieniądze ze staży i na praktyki z urzędu

A na kontach firm grube pieniądze, bo po co mają ze swoich środków przyuczyć studenta do swojej pracy, wolą, żeby przyszedł student, który umie wszystko co oni robią i żeby za nich zrobił robotę i zarobił na nich a oni tylko zgarną kasę i to grubą.

Niedopasowanie programów nauczania na wyższych uczelniach do potrzeb rynku pracy oznacza bezpośrednią stratę dla państwa w wysokości 12 miliardów złotych rocznie.

Powinno być napisane – „Brak szkoleń nowych pracowników przez firmy powoduje straty w wysokości 12 mld złotych rocznie”. Trzymajmy się faktów.

„Boom edukacyjny w naszym kraju nie odpowiedział na potrzeby rynku pracy i nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy” – zgodzę się z tym, że niektórzy studenci mają małą wiedzę, bo studiowali na słabej uczelni założonej np przez rolnika. Oczywiście robię tu małą groteskę, ale chodzi o to, że jak ktoś skończył uczelnie z kiepską renomą, to mało umie, bo wiadomo jak się studiuje na takiej uczelni.
Na dobrych uczelniach jak pisałem już nie raz, a widzę, że autorzy nie wzięli sobie tego do serca, kształci się przyszłych NAUKOWCów a nie pracowników Pana Henia, który ma do wykonania stronkę internetową swojej masarni. Jak pisałem, naukowcy, którzy coś odkryją aktualnie mają prawo do części pieniędzy jakie przyniesie patent i to zapewnia im uczelnia itp. Dlatego firmy mają do wyboru albo zatrudnić profesora/doktora za 20-40 tysięcy na miesiąc przez około pół roku (sorry, ale takie bywają stawki za badania) albo wyszkolić sobie absolwenta uczelni w tym w czym dana firma się specjalizuje. A jeśli nie ma profesora w Polsce, który się w czymś specjalizuje to muszą go sobie znaleźć, opłacić, zachęcić do tego, by się zajmował tym czym oni chcą się zajmować, zapłacić dobrze, albo zatrudnić absolwenta do działu badań. Czego nie chcą robić. Chcą przyjść na gotowe.

„Negatywne skutki tej sytuacji są coraz bardziej odczuwalne. Młodzi ludzie pracują niezgodnie ze swoimi kwalifikacjami, coraz więcej osób z wyższym wykształceniem zasila szeregi bezrobotnych, wielu z nich decyduje się także na emigrację” – Zgadza się. Nakładają kebab, albo pracują w ochronie, bo pracodawca nie chce ich przyuczyć do tego czym się sam zajmuje, czeka aż ktoś się sam nauczy za swoje pieniądze a potem pójdzie do niego do pracy w innym mieście za 4.000 zł. Ostatnio coraz częściej da się słyszeć powiedzonko – żegnaj Gienia, świat się zmienia, coraz trudniej o jelenia.
Ja uczę się sam w domu technologii informatycznych, ale wraz z czasem nauki życzę sobie coraz więcej pieniędzy za moją wiedze, gdyż nikt nie płacił mi za jej zdobywanie, mam wręcz utracone korzyści z powodu nie zarabiania, a uczenia się, dlatego pracodawca jeśli chce mnie zatrudnić, musi płacić mi też za czas nauki, albo płacić na tyle dużo, by poświęcony czas i utracone korzyści mi się zwracały. Jeśli się nie zwracają, a pracodawcy ma się zwracać 100% z kapitału jaki zainwestował w firmę co rok, to chyba ktoś tu kogoś okrada. Konstytucja mówi, że tyle samo są warte moje pieniądze zainwestowane w naukę, co pieniądze Henryka zainwestowane w jego firmę. Tymczasem mamy podział na równych i równiejszych.

„Trzeba wypracować system, który sprawi, że najlepsi będą chcieli pozostać na uczelni i kontynuować karierę naukową.” Ależ przecież jest. Jeśli ktoś osiągnie coś w nauce, stworzy wynalazek, to dostanie za to kasę. I to mu Państwo gwarantuje, a co gwarantuje prywaciarz? Pensję czasem niższą niż Państwowa i zero kasy za patenty, wynalazki itp. Dużo szkoleń aktualnie jest prywatnych. Ludzie, którzy są dobrzy w swoim fachu organizują różne konferencję i dorabiają się na nich milionów. Czemu mają zostać na uczelni i zarabiać 4.000 zł miesięcznie? Ja sporo książek i szkoleń kupuję, przerabiam a potem słyszę od pracodawcy, że czegoś tam nie umiem, że 4.000 zł to za dużo a mam większą wiedzę niż pracodawca czy kierownik, ale to on ustala kto co ma umieć. Ktoś kto rozumie filozofię tego zjawiska, wie, że to czysta manipulacja. Mogę zadać każdemu rekruterowi z informatyki pytanie, na które 90-95% nie odpowie prawidłowo i czy to dowodzi, że się nie nadają do niczego? Nie, ale oni w ten sposób rekrutują, sami nie mają pojęcia o swojej pracy. Wiele przeciętnych osób dopchało się na stołki w firmach, pracowali w swoim fachu rok czy dwa, a teraz firmy na ich miejsce szukają kogoś kto ich zastąpi za mniejsze pieniądze, bo tamci zaczęli się domagać podwyżek. To jest nierealne, ja nie będę siedział w domu uczył się za darmo 2 lata, żeby przebić stawką kogoś, kto dostawał pieniądze za swoją prace, bo byłbym skończonym idiotą. Dlatego firmy nie mogą znaleźć odpowiednich pracowników, bo albo szukają tańszego, albo z większymi umiejętnościami niż ten, który pracuje 2 lata, ale za podobne wynagrodzenie. Paranoja.

Tyle było rozmów na ten temat. Ostateczne rozwiązanie, jakie proponowały uczelnie to taki jak w Solarisie, że pracodawca sam tworzy szkoły, w których uczy młodych ludzi pracy w swoim zakładzie. Problem w tym, że taki człowiek nie jest uniwersalny. Skazany jest na pracę w jednym Solarisie, owszem pewnie w innej firmie też przykręci śrubę, ale może już nie naprawić silnika, bez pomocy fachowca od innych silników. Coś za coś. To nie jest tak, że człowiek wykształcony w Solarisie, od ręki naprawi silnik Mercedesa i vice versa. Po studiach mechaniki taki Solaris powinien dokształcić pracownika ze swoich technologii, bo nikt na normalnej uczelni nie będzie uczył jednej klasy silników, tylko będzie kształcił uniwersalnych inżynierów.

Pracodawcy chcą ludzi wykształconych, tanich znających tajniki ich technologii, problem w tym, że nie chcą ich kształcić. Szkoda firmom płacić za coś, co powinno być ich obowiązkiem. Koszty i obowiązki swoje chcą przerzucić na absolwentów, wykładowców, państwo, uczelnie i konkurencję. Sami chcą tylko czerpać zyski.

Ferrycy napisał :
„Uniwersytety to nie są szkoły zawodowe, nie powinny przyuczać do zawodu, tylko uczyć krytycznie myśleć i rozwijać wiedzę w wybranym przez studenta kierunku.”
Dokładnie. Do danego zawodu w danej firmie ma przyuczyć firma, gdyż tylko ona wie jakich technologii używa, nie da się w 5 lat przyuczyć studenta do wszystkiego co jest na rynku, a przecież każda firma używa czegoś innego i ma różnych ludzi od różnych zadań. Nikt nie jest Duchem Świętym i nikt nie wie kogo z jakimi kompetencjami potrzebuje w danym roku dana firma.

„Pewnym problemem jest natomiast moim zdaniem fakt, że uczelnie mają płacone od ilości studentów – więc nie mają one żadnej motywacji do podnoszenia poziomu kształcenia bo wiązałoby się to z większą selekcją studentów – czyli z natychmiastowym spadkiem dotacji.
Poziom można zwiększać. Są koła naukowe na uczelniach i tam się lepsi, czasowi studenci rozwijają.

Tolek napisał :

„Ja tam nie pracowałem w czasie nauki, nie brałem udziału w żadnych samorządach studenckich, kołach naukowych i nie uczestniczyłem aktywnie w życiu studenckim. Moje CV nie było rozbudowanie, pomimo to bez problemu znalazłem pracę w wyuczonym zawodzie za granicą. Pracodawcy nigdy nie płakali, że uczelnia nie przygotowała mnie do wejścia na rynek pracy, sam utrzymuję 4-osobową rodzinę. Żyję godnie, nie martwię się, że może mi nie starczyć do pierwszego i z uśmiechem na ustach czytam o tym jak to polscy przedsiębiorcy narzekają, że uczelnie są oderwane od realiów rynkowych.

Nic dodać nic ująć. Na podsumowanie mojego wywodu również super tekst. Mentalność polskich biznesmanów – koszty Twoje, zyski moje.

Poprzedni mój wpis o podobnej tematyce
komentarz do artykułu bankiera
Pozdrawiam

Jak to jest z tymi kartami kredytowymi i kredytami? Opłaca się czy nie?

Witam

Jak możesz przeczytać na mojej domowej stronie internetowej, kredyty ogólnie nie są dobre. Może inaczej – nie są dobre, jak nie umiesz wykorzystać ich dobrych stron.

Kredyt różni się od pożyczki. Jeśli pożyczasz pieniądze, dostajesz fizyczne pieniądze, które Ci ktoś fizycznie pożycza – on ich nie ma, Ty je dostajesz :). Jeśli bierzesz kredyt, pieniądze się tworzone dla Ciebie, jednak nie jest to mafijne dodrukowanie pieniędzy, gdyż musisz je oddać z procentem – czyli Ty je masz, ale ma je też bank :). Może nie wszystkie, bo musi część wpłacić do banku centralnego jako zabezpieczenie. Kredyt nie powoduje dużego wzrostu inflacji a dodruk pieniądza owszem. Kredytów udziela bank, tylko i wyłącznie. By otworzyć bank musisz mieć na dzień dzisiejszy 20 milionów złotych. Sporo. Dzieje się tak, gdyż bank może kreować pieniądze. Gdyby każdy kreował złotówki, to mógłby to robić w sposób nieodpowiedzialny, np taki, że ludzie zamiast inwestować pieniądze w nowe miejsca pracy, po prostu by je konsumowali. Przykładem przestępczego udzielania kredytów jest sprawa SKOKów w Wołominie, gdzie kredyty udzielane były pod zastaw ziemi o niższej realnej wartości. To zjawisko nie jest pozytywne dla Państwa, dlatego byli Ci ludzie ścigani.
Bank ocenia Twoją zdolność kredytową i może Ci zabrać zastaw jeśli nie spłacisz kredytu, ale nie dlatego, że jest pazernym oszustem, mafiozem, banksterem (chociaż ja nie przepadam za tymi cwaniakami – sprzedawcami wciskającymi ciemnotę w bankach) tylko dlatego, byś był zmotywowany do tego, by nowo wykreowanymi pieniędzmi zarządzać w sposób ODPOWIEDZIALNY!
I tak powraca sprawa osób, które zaciągnęły kredyt we frankach. Mogły te osoby się zabezpieczyć przed zmianą kursu obcej waluty. Nie chcieli jednak skorzystać z porady niezależnego doradcy finansowego, gdzie się płaci, woleli iść do banku po poradę. Nie był to odpowiedzialny sposób zarządzania pieniędzmi. Profesor Modzelewski opowiada, że banki nie pożyczały franków. Zacznijmy od tego, że banki nic nie pożyczały, tylko udzielały kredytu a to nie to samo, mam wrażenie, że prawnicy chcą zarobić znów na naiwnych frankowcach i opowiadają bajki, że za pieniądze mogą dla nich coś tam wywalczyć. Moim skromnym zdaniem, jeśli banki uiszczały zastawy do każdego kredytu we frankach w banku Szwajcarskim to Pan profesor Modzelewski może teraz bankom nagwizdać, gdyż wedle rozumienia kredytu, były kreowane franki, a nie złotówki. Czego Pan Modzelewski może nie rozumieć lub rozumie doskonale, ale może znajdą się frankowcy, którzy mu zapłacą za dzielną walkę z bankami. Tak czy siak życzę powodzenia, prawnikiem nie jestem.

Czyli wiesz już, że jeśli chcesz wziąć kredyt to musisz być odpowiedzialny za powierzone, świeżo wykreowane Ci pieniądze. Niektórzy pytają skąd wziąć pieniądze na spłatę kredytu, skoro w obiegu nie ma odpowiednio dużo pieniędzy. Biorąc kredyt zakładasz, że pieniędzy będzie przybywać, gdyż będą one dalej kreowane przez następne osoby, które chcą ten kredyt zaciągnąć. Jeśli jednak Ty jesteś ostatnią osobą, która zaciągnęła kredyt, to masz następujący wariant – przy małej ilości pieniędzy, na jakie bierzesz kredyt rzędu 100.000 zł przy procencie 5% powiedzmy rocznie, jesteś spokojnie w stanie spłacić zobowiązanie, gdyż tyle pieniędzy jest w obiegu, a jeśli masz problem ze spłatą, to przy końcu spłaty możesz zejść z ceny usług powiedzmy o 5-10% – napracujesz się więcej, ale spłacisz kredyt. I tyle. Problemem był kryzys w USA gdzie podaż nowo wykreowanego pieniądza nagle zmalała za mocno – sporo osób zaciągnęło kredyty, a nowe chętne osoby do zadłużania nie pojawiały się.

Czyli wiemy już, że aby spłacić kredyt musimy być odpowiedzialni, mieć wiedzę ekonomiczną lub doradcę inwestycyjnego, musimy pracować lub prowadzić biznes by zarabiać na spłatę.

Jak ja to robię? Zawsze podchodziłem nieufnie do kredytów. Pierwszy zaciągnąłem na 1500zł na około rok. Gdy zapomniałem spłacić ratę, dzwoniła Pani z przypomnieniem i ta przyjemność kosztowała mnie 16 zł. Stwierdziłem, że nigdy więcej, ale skusiłem się na raty 0 % na allegro. I faktycznie ta promocja okazała się świetna. Zakupiłem tablet, który spłaca się sam. Nie muszę się martwić, że zapomnę zapłacić ratę. Kwota jest pobierana automatycznie z mojego konta. Super. Czemu wziąłem ten kredyt? Mogłem kupić tablet za gotówkę. Oprócz chęci przetestowania darmowych rat allegro, chciałem rozłożyć kwotę na raty, gdyż nie płaciłem nic za kredyt – był on całkowicie darmowy, a pieniądze, które przeznaczyłbym na zakup mogłem zainwestować w zakup towaru, na którym zarabiałbym miesięcznie około 100-200zł. Fajny interes dla mnie prawda? Zamiast wydać od razu kwotę, mogłem sobie zakup tableta rozłożyć na raty i tymi samymi dokładnie pieniędzmi, które bym wydał na zakup – zarabiać :). Proste. Gdzie tu jest haczyk? Nie ma 🙂
Oczywiście bank też może zarabiać, ale nie na tym kredycie ale na pewnym sposobie… O tym dalej w opisie mechanizmu działania karty kredytowej.

Teraz mam zamiar zamówić sobie kartę kredytową, żeby w podobny sposób zarabiać na tanim pieniądzu. Karta kredytowa ma jedną ważną zaletę – możesz kupić coś nie płacąc za to, ale musisz oddać pieniądze po pewnym okresie. I tu jest haczyk. Omówię to na konkretnym przykładzie. Biorąc pod uwagę kartę kredytową Citibanku jeśli oddasz pieniądze przed upływem 54 dni, nie płacisz odsetek. I tu jest właśnie klucz. Jeśli oddasz pieniądze po dłuższym czasie, wtedy naliczone zostaną dość wysokie odsetki rzędu 15% w skali roku. Nie jest to dużo, ale przy sporym zadłużeniu możesz mieć problem ze spłatą. Jednak jeśli będziesz trzymał DYSCYPLINĘ i spłacał zadłużenie przed upływem 54 dni, możesz na tym tylko zyskać, gdyż te same pieniądze, których nie wydałeś, możesz zainwestować i zarabiać. Oczywiście bank liczy na to, że się spóźnisz i zapłacisz odsetki. Jeśli jesteś jednak w stanie trzymać dyscyplinę, to karta jest dla Ciebie super rozwiązaniem.
Dodatkowe korzyści jakie otrzymasz z płacenia kartą kredytową, to zniżki nawet do 50% w wielu miejscach. Masz wiele ulg w kinach i u 5000 innych podmiotów gospodarczych. To korzystne rozwiązanie prawda? Jeśli przekonałem Cię i chcesz otrzymać już dzisiaj 200zł w prezencie na start na wydatki, zamów swoją kartę kredytową już dziś. Jeśli masz żyłkę hazardzisty, możesz zamówić kartę kredytową z możliwością wygrania tableta Samsung.

Prawdę mówiąc bank nie jest taki zły jak tu piszę. Nie chodzi tylko o to, byś zapomniał zapłacić. Bank chce Cię nauczyć kupować na kredyt. Jeśli zamówisz kartę i nauczysz się jej prawidłowo używać, chętniej zaciągniesz kredyt np mieszkaniowy. Pisałem o tym w jednym z poprzednich postów na temat zarabiania pieniędzy – Jak rozbić bank. Jeśli masz przykładowo 100.000 zł i chcesz kupić mieszkanie, to bywają czasy, gdy dobrym pomysłem jest zainwestowanie tych pieniędzy w odpowiednie fundusze dające stopę zwrotu około 7-10 % rocznie (jeśli nie wiesz jakie to fundusze przy dość niskim ryzyku, napisz do mnie na maila : allegro6@gazeta.pl  w celu umówienia szkolenia z tego zakresu lub płatnej porady) a na mieszkanie zaciągnąć kredyt na około 4-5%. Rocznie dzięki takiemu zestawowi będziesz zarabiać około 2-5% czyli od 2.000 do 5.000 zł. Przy kwocie kredytu (i Twojego posiadania) 350.000zł daje to zysk roczny w kwocie 7.000 do około powiedzmy 12.000 zł co jest całkowicie realne. Do tego masz oczywiście mieszkanie w którym możesz mieszkać lub je wynająć, z czego możesz mieć dodatkowy zysk. Jeśli wiesz, że kredyt mieszkaniowy jest dla Ciebie i chcesz kupić mieszkanie, skorzystaj z oferty tego banku. W tej chwili jest to moim zdaniem jedna z bardziej korzystnych ofert. Kolejną jest ta oferta. Jeśli jednak nie masz pojęcia, który kredyt wybrać, możesz zgłosić się do mnie na maila – allegro6@gazeta.pl doradzę Ci, który kredyt aktualnie na rynku jest najtańszy lub najlepszy dla Ciebie. Porada taka jest płatna. Jeśli zakupisz jednak, któryś z produktów hipotecznych, które ja mogę Ci zaoferować, opłata zostanie zmniejszona lub całkowicie jej nie pobiorę 🙂

Kredyty stały się już częścią naszego folkloru. Kto umie je zaciągać, buduje firmy i na nich zarabia. Nie polecam oczywiście zaciągania kredytu 100% na zbudowanie firmy od podstaw. Tym bardziej jak jesteś dopiero po studiach i nie masz żadnego doświadczenia na rynku pracy ani w rozmowach z klientem. To moim zdaniem byłoby szaleństwo i ktoś musiałby mieć na prawdę dużo szczęścia, by mu się udało. Jeśli jednak już masz firmę lub co najmniej 50% wkładu własnego albo budynki pod firmę, a potrzebujesz gotówki na towar, to kredyt jest już niezłym rozwiązaniem. Ostatnio podoba mi się podejście IdeaBanku do przedsiębiorczości np składając ten wniosek otrzymasz do 10.000 zł na działania firmy na zero procent przez 6 miesięcy. Znów działa magiczna zasada, że jeśli trzymasz dyscyplinę, to na tym zarabiasz, jeśli nie, to musisz zapłacić karne odsetki.
Jeśli potrzebujesz większego kredytu, możesz skorzystać z usług BizBanku. W tym przypadku możesz zaciągnąć kredyt na działalność firmy w kwocie do 120.000zł na 6 lat. Jeśli i taka kwota Cię nie satysfakcjonuje lub potrzebujesz wydłużonego okresu kredytowania, powinieneś skorzystać z kredytu znów IdeaBanku. Jest to kredyt obrotowy do miliona złotych na 10 lat.

Inną parą kaloszy są kredyty gotówkowe na życie dla tych, których nie stać na aktualne wydatki. Zdarzają się losowe sytuacje, wtedy można wziąć kredyt, jeśli nie mamy innej możliwości, jednak najlepsze kredyty to te, które jesteśmy w stanie spłacić i jeszcze na nich zarobić. Opisałem tutaj najlepsze przypadki, kiedy opłaca się brać kredyt z punktu widzenia ekonomicznego. W następnym wpisie opiszę sytuację, gdy konieczne jest wzięcie kredytu w sytuacji gdy trzeba ratować np swoje zdrowie lub kogoś bliskiego lub na zakup czegoś, co jest nam potrzebne do funkcjonowania np sprzętu ortopedycznego. Nie wyobrażam sobie, żeby moi czytelnicy brali kredyt na dobra luksusowe, na które ich po prostu nie stać, gdyż jest to wyrzucenie pieniędzy w błoto.

Pozdrawiam

Odpowiedź na wpis „Jak zatrudnić dobrego programistę” czyli jak nie zatrudnić złego – analiza krytyczna

Witam

Chciałem odnieść się do wpisu na blogu devlab.pl o tym jak zatrudnić dobrego programistę a właściwie jakiego nie zatrudniać.

Teza piersza – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto potrafi w ciągu kilku chwil zaimplementować algorytm sortowania bąbelkowego w trzech najpopularniejszych językach programowania.

Tu akurat się zgodzę. Umiejętności zdobyte na studiach miały tylko nauczyć myślenia w językach programowania, rozwiązywania dość prostych problemów itp. Warto by programista je znał, ale rozwiązywanie problemów biznesowych jest ważniejsze w firmach. Sortowanie bąbelkowe dobre jest dla nauczycieli i wykładowców tak jak i inne algorytmy, których się człowiek uczy na pamięć. Ja uczyłem się ze wzoru matematycznego jak napisać kod by działał. Nie szukałem gotowca w internecie do przerobienia na iny język. Jeśli Ty jesteś programistą, który zamiast rozwiązać problem wedle opisu, znalazł gotowy algorytm w C i przerobił go na Javę, to nie dziw się, że nie masz dobrej pracy. A uwierzcie mi na studiach wielu ludzi tak właśnie robiło.

Teza druga – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto ma mnóstwo certyfikatów potwierdzających kwalifikacje.

Jeśli certyfikaty są ze sobą spójne i potwierdzają je kwalifikacje pracownika to ok. Im więcej certyfikatów maja pracownicy w danej firmie, tym ta firma taniej kupuje produkty Microsoftu dla siebie. Nie zapominajmy o tej prawdzie :). Przy odpowiedniej liczbie pracowników z Certami, niektóre produkty Microsoftu są za darmo :). Nie ma to jak dostać sobie takiego Sharepointa za friko :). Nie jestem teraz pewien jakie produkty można dostać z jakim upustem  – trzeba sobie poszukać.

Teza trzecia – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto potrafi programować non-stop przez 24 godziny o pizzy i energetykach.”

A znasz takiego? Ja nie. Ja akurat sporo programuje. Dalej piszesz o tym, że człowiek się nie szanuje. A czy firma szanuje go? Dlaczego nie zorganizuje mu czasu po pracy np wykupując karnet na basen, siłownie, tańce itp? Przecież firmy same zmuszają ludzi do pracy po godzinach najlepiej za darmo. Pracowałem w jednej firmie, która gdy zauważyła, że pracujemy za dużo, to zorganizowała nam paintball, jazdy na quadach. Czemu nie zorganizujecie pracownikom wyjazdu w góry, integracyjnego wypadu gdzieś nad morze itp. Jeśli firma nie szanuje pracownika, to on nie będzie szanował współpracownika i szefa.

Teza czwarta – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto nie potrafi w kilku prostych zdaniach wytłumaczyć swojej babci czym zajmuje się w pracy.

A czemu nie zrobicie takiej osobie szkolenia albo nie poślecie do specjalisty na szkolenie z komunikacji? Szkoda kasy, rozumiem, najlepiej żeby programista sam się wszystkiego nauczył pracował dla Was a Wy zgarniecie tylko pieniądze. Ja w większości spotykam się z tym, że kierownicy nie umieją się komunikować. Za błędy w komunikacji odpowiada szef, kierownik, dyrektor nie programista. To Wy musicie nauczyć się komunikować z programistą nie on z Wami. W końcu kierownik za coś kasę bierze co nie.

Teza piąta – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto sądzi że kod źródłowy jest wartością samą w sobie i broni go jak niepodległości.

Zgadzam się

Teza szósta – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto codziennie punktualnie wychodzi z pracy.

Zgadzam się, z tym że czy kierownik poinformował pracownika, że jeśli zostanie dzisiaj 10 minut dłużej i rozwiąże problem to następnego dnia jak skończy wcześniej, to będzie mógł wcześniej wyjść? Ja pracowałem tylko z jednym człowiekiem na takich zasadach (no może z dwoma) i na prawdę jak skończyłem danego dnia zadanie po 5 godzinach to mogłem sobie iść na miasto. Tylko w jednej firmie. W innej przy „elastycznym” i zadaniowym czasie pracy jak skończyłem wcześniej to musiałem robić następne zadanie. Pewnie większość pracodawców by tak chciała.

Teza siódma moja ulubiona, po przeczytaniu której postanowiłem stworzyć tego posta 🙂 – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto pracuje dla pieniędzy

No oczywiście. W jednej z firm w których pracowałem za 1800 zł brutto miesięcznie z nadgodzinami też mi mówili, że szukają pasjonata. Na pytanie czy jakiegoś nie znam, odpowiedziałem, że znam – nazywa się Linus Torvalds. Gość zarabia z tego co pamiętam dziesięciokrotnie więcej niż taki przeciętny amerykański programista. Tak właśnie zarabiają pasjonaci (kiedyś gdzieś znalazłem ile on zarabia, źródła nie pamiętam). A cwani pracodawcy opowiadają jakieś bajki o tym, że dobry programista to taki, który robi dla pasji, dla swojego szefa, który ich pogłaska po brodzie i poklepie po ramieniu. Nie dajcie się skubać cwaniakom. Nie po to programista się uczy, by zarabiać jak szwaczka. Oczywiście szybko zrezygnowałem z pracy w tej firmie, bo to obciach pracować za takie pieniądze. Na szczęście dawali 1800 na okres próbny. Na rok nawet bym nie podpisał 🙂

Prawdą natomiast jest to, że wielu młodych chce zostać programistami dla pieniędzy. Z drugiej strony widzimy firmy, które korzystają z coraz to bardziej zaawansowanych technologii, widzimy rozrastające się ekosystemy np .NET, Java, technologie webowe, które ze sobą nie współpracują (Entity Framework chyba nie ma w ekosystemie Javy nHibernate z tego co wiem jest) i nauczenie się samemu czy nauczenie się w pracy tych technologii staje się nieopłacalne i ani studenci ani pracodawcy nie chcą inwestować (Ci pierwsi czasu Ci drudzy pieniędzy) na nauczenie przyszłego programisty tych technologii. Oczywiście koszt ten leży po stronie pracodawcy, czego oni nie chcą ponosić, wolą podkraść innej firmie pracownika, który już te technologie zna. Czyli ryzyko danej technologii przechodzi na pracownika nie na firmę, co już samo w sobie jest niesprawiedliwe.

Jeśli ktoś nie nadaje się na programistę, a są tacy, to faktycznie nie powinni oni zostawać w firmie na dłużej. Zatrudnienie młodego programisty po studiach wiąże się z dużym ryzykiem, właśnie dlatego, że ktoś może sobie nie poradzić z programowaniem. Ja od początku wiedziałem, że chcę zostać programistą. Teraz wiem, że chcę się specjalizować w ASP.NET MVC i w WPF – głównie pod urządzenia mobilne. Zdarza mi się słyszeć, że umiem za mało, że powinienem się dokształcić, żeby… no właśnie zarabiać 3000zł brutto miesięcznie. Przecież to jest śmieszne. Mam znowu dokładać czas – uczyć się za darmo, by móc sobie popracować za śmieszne pieniądze jak na programistę? Przecież w tym samym czasie mógłbym pracować, zarabiać i odkładać pieniądze robiąc coś innego np wykładając towar w markecie. Może mniej ambitne, ale więcej się odłoży. I to nie ja jestem mniej ambitny tylko chcę odłożyć pieniądze na własną firmę. A nie zrobię tego pracując w Warszawie za 4.000zł ( a padają stawki rzędu 3.500 lub 4.000 po iluś tam okresach próbnych i to na umowę zlecenie – odrzucam ).

Tymczasem firmy starają się młodym programistom wmówić, że wolą zatrudnić specjalistę z doświadczeniem, a tym z doświadczeniem mówią, że zatrudnią studenta za mniejsze pieniądze. A zazwyczaj nie zatrudniają nikogo i dalej szukają, bo nie znaleźli naiwniaka. Powoli myślę nad usunięciem większości kontaktów z LinkedIn, gdyż rekruterzy opowiadają bajki studentom, że jeśli nie zgodzą się pracować za śmieszne pieniądze, to zatrudnią programistę z doświadczeniem a tyyyyyylu ich mają w kontaktach na LinkedIn. Dziwne, że nam osobom na tych profilach mówią odwrotnie. Przykre, ale ktoś musiał Wam napisać prawdę jak to wygląda – ja też byłem kierownikiem i kazano mi tak kłamać, czego oczywiście ku złości w oczach szefostwa nie robiłem :).

Widzę również osoby, które chcą pracować w IT a mają na prawdę małą wiedzę i tylko mnie to upewnia w tym, ze jako człowiek z dość pokaźną moim zdaniem wiedzą ( w porównaniu do rówieśników) powinienem więcej od nich zarabiać a tymczasem jest inaczej. Oczywiście dalej zdaje sobie sprawę z tego ile jeszcze muszę się nauczyć i widzę jak świat szybko się rozwija. Pocieszam się tylko tym, że ja szybciej się uczę niż Microsoft wypuszcza nowości xD

Ktoś w komentarzach napisał – co jest gorsze pracowanie za niskie wynagrodzenia w kreatywnej pracy czy za wysokie w nudnej. Ja za wyższe wynagrodzenie pracowałem w serwisie. Jako programiście nie zapłacił mi nikt jeszcze takich kwot jak tam. Co jest co najmniej dziwne i niesprawiedliwe, że łatwiejsza praca może być lepiej płatna od tej trudniejszej. Popyt i podaż oraz zasady kapitalizmu mówią, że powinno być odwrotnie a nie jest tak. Dzieje się tak, gdyż cwani ludzie w biznesie chcą wyzyskać ludzi którzy coś umieją :). Dlatego nie warto być frajerem. Tak użyłem mocnych słów i podtrzymuje to zdanie. Nie warto się sprzedawać za śmieszne pieniądze w zawodach, gdzie się coś tworzy, do których trzeba mieć bardzo dużą wiedzę. Jacek, który dodał ten komentarz, pisze, że jeśli ktoś ma bogatego wujka, to może pracować za mniejsze pieniądze. Może, ale po co. Ja osobiście wolę robić projekty sam dla siebie, by je sprzedawać jak aktualnie projekt nad którym pracuję. Jeśli pracodawca nie zagospodaruje mojego czasu pracy, łaski mi nie robi zrobię mu konkurencję :). Prosty mechanizm świata w którym żyjemy. Świat nie zna próżni. Jako człowiek, który kocha zarówno programowanie jak i biznes, muszę napisać, że najlepiej jest pracować właśnie na siebie, robić projekty które są nam potrzebne i są dla nas interesujące. Może ciężko się wstrzelić w niszę, ale myślę, że jest to możliwe. Jak tylko zbuduję swoją niszę, dam znać jak mi idzie. Dla mnie programista, który nie zna swojej wartości to fajtłapa a nie człowiek sukcesu. Ja nie poszukuje ludzi niezaradnych, gdyż są oni dla mnie problemem. Wolę współpracować na zasadzie podwykonawcy – zlecić samo-zatrudnionej osobie coś do wykonania, albo samemu za dobre pieniądze coś wykonać.

To co jest ważne o czym ja piszę i szkole z tego. Jacek pisze, że programista musi za co zjeść i się ubrać itp. Zarobki człowieka po studiach nie powinny starczać jedynie na utrzymanie. Normalny człowiek, w tym programista powinien odkładać pieniądze. Czemu na projekcie, który ja zaimplementuje ma zarobić firma, a nie ja i to firmy zarabiają często krocie a płacą dość skąpo? Czemu pieniądze zarobione niby ma odłożyć na swoim koncie i zainwestować pracodawca a nie ja? Przecież ja też jestem inwestorem. Jeśli zarobię 1.000zł więcej miesięcznie to nie wyjadę na Karaiby tylko zainwestuję tą kasę. Czemu ja mam tego nie robić, tylko pracodawca hmmm? Czemu to mają być jego pieniądze a nie moje? To raczej dla gospodarki problemem są pracodawcy, którzy kupują drogie zagraniczne samochody wyprowadzając pieniądz z Polski, na który to pieniądz Polska musiała się zadłużyć (czyli my wszyscy). Przestańcie pisać, że programista musi się tylko utrzymać, bo znów HR pomyśli, że możemy zarabiać 2.000 netto w Warszawie. Programista ma nie tylko utrzymać siebie i rodzinę, ale zapewnić studia dzieciom na tak samo dobrym poziomie na jakim on sam się wykształcił. Do tego musi odłożyć dobre pieniądze, by sam założył firmę i był samowystarczalny nie musiał się prosić o pracę :). Pozdrawiam wszystkich programistów i speców o IT, którzy mają własne firmy i nie muszę się prosić cwaniaków o pracę. Widzę, że w Polsce trwa urabianie ludzi. W Chinach podobno problemem nie są zarobki już i możliwości firm do wypłacania wynagrodzenia, tylko mentalność pracowników, którzy myślą, że jak wypiją jedno piwo na miesiąc to są bogaci. Tą mentalność z tego co gdzieś wyczytałem próbują właśnie zmieniać misje katolickich księży, którzy chcą przekonać zwykłych pracowników, że mogą się upominać o wyższe wynagrodzenie.

Przed chwilą przeczytałem coś o programowaniu w Scala. Czy to kolejny trik by obniżyć stawkę programiście – musisz zarabiać minimalną bo nie umiesz języka Scala, który my tak dobrze umiemy. Nasuwa się tu cytat – „Przyjmując wartości, które przez nich są dane, zostaniesz niewolnikiem a oni będą Panem”. Czyli ktoś sobie w korpo czy małej firemce wymyślił, że nie umiesz człowieku Scala, więc Ci będziemy płacić mało, bo w Javie się już nie opłaca zatrudniać. Czy to aby nie tego rodzaju trik? Czy brak programistów Scala wynika właśnie z tego? Ciekaw jestem jakie oferuje się wynagrodzenie w tym języku. Pewnie dość małe i kwiczy się, że nie ma specjalistów za 3.000 brutto w Warszawie z 5 letnim doświadczeniem w programowaniu w ogóle. Jeśli to tak właśnie wygląda to lepiej nie być uważanym przez takich „speców” za dobrego programistę niż babrać się w gównie, za które potem nikt dobrze nie zapłaci. Tak jest np w radomskiej firmie (nazwy nie podam, bo i tak się sami powinni wstydzić), gdzie za programowanie w niszowym języku płacą 2500 brutto. Nie napiszę jaki to język, bo ktoś skojarzy co to za firma, ale to po prostu nie jest opłacalne. Musicie pamiętać, że niektóre firmy specjalnie wchodzą w języki niszowe, które dla programisty stają się pułapką – muszą pracować za tyle ile firma da, bo nie będą mieli gdzie przejść za większe pieniądze a sami dobrze zapłacić nie chcą przez co programista traci czas. Czy wprowadzanie języka Scala jest podobnym zabiegiem, który ma za zadanie uzależnić programistę od danego języka jak narkomana od heroiny? Od razu wspomnę, że podobny mechanizm stosują firmy, gdzie pracownik przyzna się do tego, że ma kredyt. Niektóre firmy, nawet zlecają pisanie artykułów, że jeśli masz kredyt to idź do pracodawcy po podwyżkę i powiedz, że masz kredyt to dostaniesz podwyżkę. Zazwyczaj kończy się to nie tylko brakiem wspomnianej podwyżki, ale również notatką w specjalnym zeszyciku (lub oprogramowaniu CRM), że nie należy Ci dawać podwyżki bo masz kredyt do spłacenia i musisz pracować za to co Ci dadzą. Wybaczcie, ale taka jest rzeczywistość. Ach ten Matrix.

Jak widzicie ja tu dla Was koledzy programiści przygotowuje opracowanie pułapek, które na Was chcą zastawić cwani pracodawcy. Skąd ja to wszystko wiem? Oprócz studiów technicznych, znam się również na filozofii, psychologii. Dwa lata uczyłem się rozwoju osobistego w tym o komunikacji z ludźmi, z kobietami itp. Moim hobby nadal jest podrywanie dziewczyn i cały czas się w tym szkole, trenuje. Umiem się dogadać z drugim człowiekiem, czego nie umieją pracodawcy. Nie stosuje na ludziach (nawet jak jestem kierownikiem) trików socjotechnicznych, gdyż w większości się nimi brzydzę. Tak jak brzydzę się osobami, które te techniki stosują, dlatego też je ujawniam na blogu. Serdecznie zapraszam programistów by co jakiś czas zapoznawali się z moimi wpisami. Myślę, że warto czasem przeczytać kogoś, kto zadaje się z ludźmi, którzy chcą dawać Wam wolność a nie ją zabierać jak cwani pracodawcy i inni, którzy myślą, że jak opanowali techniki manipulacji to są panami świata. Ujawniając ich techniki sprawiam, że przestają one działać jak iluzja magika, który płacze, że ktoś ujawnił jak zrobić dany trik.

Pozdrawiam

Zakończenie roku i podsumowanie

Witam

Postanowiłem podsumować swój rok i dać początkującym (bardziej niż ja) pewne wskazówki. Poruszę tutaj temat właśnie mojego bloga.

Nie będę się tutaj rozpisywał o tym, że był to całkiem dobry rok mimo spadków na giełdzie, na których jak na razie i owszem ja też lekko ucierpiałem :(. Oczywiście wierzę, że do marca 2015 odrobimy straty. Jeśli się tak nie stanie, będę zmieniał strategie długoterminową – w zasadzie już w 2015 będę budował portfel złożony z funduszy obligacyjnych – jeśli chcesz wiedzieć jaki fundusz wybieram, skontaktuj się ze mną Niezależny doradca finansowy Radom. Jeśli chodzi o programowanie natomiast można powiedzieć, że poszedłem znacznie do przodu jeśli chodzi o HTML5, CSS3 oraz wykonywanie stron internetowych w oparciu o modern design. Przyszły rok zapowiada się jeszcze lepiej. Mam doskonalić się w pozycjonowaniu i e-biznesie. Szczegóły wkrótce, gdy tylko podpisze umowę o współpracę z czołowym człowiekiem od marketingu w Polsce. Do tego skończyłem się szkolić w ASP.NET MVC. W przyszłym roku planuję napisać program komercyjny, który będę sprzedawał. Ma on powstać w oparciu o Entity Framework, MVVM, WPF. Możliwe, że powstanie również komercyjny projekt wykorzystujący Azure, WCF, WPF lub WinForms, Webservicy, szyfrowanie itp. Zobaczymy czy czas pozwoli. Do tego zamierzam zbudować kilka mikronisz, wypozycjonować je i zacząć na nich zarabiać. Oprócz Adsense zamierzam się pobawić programami partnerskimi co będzie opisane na blogu.

Dzisiaj jednak chciałem napisać o samym blogu. Parę dni temu przyszło do mnie podsumowanie od WordPressa. Dziękuję wszystkim, którzy przeglądali mój blog. Szczególnie pozdrawiam osoby, które mnie obserwują. Największym sukcesem mojego bloga było znalezienie się na wykopie, za co serdecznie dziękuje osobie, które mnie odkopała :). Podobno znaleźć się na wykopie i jeszcze zebrać pozytywne opinie na temat treści to na prawdę niezły wyczyn i zaszczyt. Tak twierdzi wielu marketerów internetowych. Bardzo Wam za to dziękuję i mam nadzieje, że uda mi się podnieść poziom w przyszłym roku (parę komentarzy na moim blogu odnośnie bełkotu – dziękuje i za nie) a także trzymać się swoich zasad – płać dobrze, by kupować dobrą pracę za uczciwe pieniądze, tak by być w porządku wobec siebie i swoich współpracowników. Żyjemy w takim świcie, a nie innym i musimy walczyć, by w naszym kraju nie zapanowała Gomorra jak we Włoszech, gdzie człowiek, który tworzy np kreacje dla gwiazd ledwo jest w stanie się utrzymać a jego pracodawca sprzedaje kreacje za 5.000 dolarów aktorce w Ameryce. Ten dziki kapitalizm a także politycy doprowadzili do zapaści, która obserwujemy. Kraje bloku wschodniego tak mocno nie odczuły kryzysu jak gospodarki wyzyskujące i mocno zadłużone z nierównomiernym podziałem zysków (teraz Rosja odczuwa, ale jest to wynik wojen ekonomicznych – Rosja zaczęła ją chcąc sprzedawać ropę za złoto a Zachód odpowiedział cięciami w cenie samej ropy – niezły cyrk nawiasem). Francja moim zdaniem jest w porządku, jednak też cierpi, ciekawe czemu. Nie spotkałem się jeszcze z opracowaniem, które to tłumaczy – może słabo szukałem. Czy to z powodu kryzysu u sąsiadów – Hiszpanii i właśnie Włoch. Pewności nie mam.
Tak czy inaczej moim celem jest sprawianie, by ludzie dobrzy w swoim fachu, z dużym potencjałem dobrze zarabiali i nie byli okradani poprzez małe pensje przez cwaniaków, którzy dobrze zarabiają i mają firmy a płacą grosze, bo ktoś albo weźmie co oni dają, albo niech radzi sobie sam (ta druga opcja nie jest taka zła nawiasem 🙂 ). I oczywiście mam w tym swój interes. Jeśli dobrzy ludzie w swoim fachu będą dobrze zarabiać, to będą mieli pieniądze a ja będę mógł konkurować ze swoimi dobrymi produktami o ich kasę :). Jeśli tylko garstka ludzi będzie posiadała mega bogactwo jak w Ameryce ciężko mi będzie im coś sprzedać, bo oni mają już swoich dostawców.

Wracając do bloga. Zaczynałem bardzo niepewnie. Nie wiedziałem jak zostanę odebrany. Na początku sporo osób pisało, że piszę głupoty, że bełkocze. Dopiero znalezienie się na wykopie i uzyskanie wielu pozytywnych ocen i zgodzenia się z moimi poglądami upewniło mnie w tym, że warto dalej pisać, warto podnosić poziom, warto się rozwijać i nie poddawać. Dziękuję wykopowiczom :). Początkującym blogerom polecam by nie poddawali się szczególnie na początku. Wielu hejterów będzie Wam dokuczać, bo nie będą się zgadzać z Waszą polityką, linią poglądową itp. Jak pisałem o wojnie polsko-polskiej, każdy próbuje przeciągnąć linę na swoją stronę. My również walczymy o swoje. Tworzenie bloga ma pokazać, że znam się na programowaniu, że non stop się doskonale, że śledzę trendy i nowinki, że wiem ile zarabia się w branży, że pomagam kolegom nie tylko w kwestiach merytorycznych ale również  kwestiach finansowych (pensja, inwestycje). Również otwarcie twierdzę, że należy z branży pozbyć się cwaniactwa – gdzie człowiek nie z branży wchodzi na rynek i chce kupować naszą pracę po cenie nie adekwatnej do włożonego wysiłku oraz pieniędzy w edukację. Niestety spora wiedza kosztuje, ale ludzie nie z branży chcą ją kupić tanio, bo nie rozumieją, albo po prostu myślą, że są cwani.

Jeśli prowadzisz swojego bloga i chcesz pisać, tworzyć teksty, a są one niezbyt wysokiej jakości to może powinieneś zająć się pozycjonowaniem… Ja stwierdziłem, że mój blog jeśli nie będzie zbyt dobrze odebrany przez społeczność internetową, że zostanie zwykłym preclem. Jednak postanowiłem pisać na nim nie tylko w celu zdobywanie linków, ale także by wnosić coś do życia publicznego. Jestem niezależny, opisuję wywiady oraz wydarzenia polityczne i z życia każdego człowieka w sposób prosty oraz uczciwy, bez ubarwiania. Nikt nie płaci mi za ujawnianie kłamstw danego polityka, dziennikarza czy innego człowieka. Niestety coraz częściej obserwujemy zamazywanie rzeczywistości nawet w mediach, by urabiać ludzi tak jak chcą tego autorzy reportaży czy sami politycy, którzy interpretują prawo i wydarzenia na swoją modłę. Postaram się taki nie być. Nie chcę zostać presstytutką. Tego samego życzę początkującym blogerom – by się nie sprzedali.

Oczywiście na blogu nadal zamierzam promować swoje usługi. Głównie finansowe oraz chcę promować swoją wiedzę z zakresu programowania. Myślę, że pozycjonerem nie zostanę, wolę programowanie, ale promowanie stron własnej produkcji będzie dodatkową umiejętnością, która powinna pomóc mi odnaleźć się w e-biznesie. Jeśli nie interesują Cię moje reklamy samego siebie 🙂 możesz nie czytać działów programowanie i finanse, chociaż w finansach będą pojawiać się również porady darmowe dla mniej zamożnych obywateli :). Inaczej żyje człowiek o wysokim statusie materialnym inaczej człowiek mniej zamożny, dlatego chętnie pomogę biedniejszym za darmo a zarobię na nauczaniu krezusów :). Czasem w dziale polityka również może znaleźć się reklama moich usług związanych z moimi umiejętnościami, które będę chciał sprzedać poprzez szkolenia indywidualne (na razie tylko takie mnie interesują, z czasem gdy dowiem się jakiej wiedzy najbardziej pożądają słuchacze głównie z Radomia, przygotuje odpowiednie szkolenie – plany i kierunek już mniej więcej mam wytyczone).

Jeśli chodzi o szatę graficzną i wygląd bloga. Na razie nie zamierzam go zmieniać. Przede wszystkim dlatego, że sam wykonałem zdjęcie tej przecudnej fontanny (uwielbiam wodę a fontanny w stolicy to jest coś co mnie na prawdę uspokaja). Tak czy inaczej wolę żeby mój blog był mój a nie chcę kupować gotowej skórki. Może kiedyś wstawię lepsze i ciekawsze zdjęcia, na razie musi zostać jak jest, chociaż muszę przyznać, że jak widzę bardziej zaawansowane blogi innych użytkowników to im zazdroszczę jak mają to ładnie zorganizowane :). Tak czy siak plan jest taki, że jeśli zmiany będą to mojego autorstwa, nie będę zakupował skórki i zdjęć w profesjonalnej firmie. Może źle robię, ale zamiast być perfekcjonistą jestem mateusistą i wolę zrobić wszystko sam :). Nie dlatego, że tak jest lepiej, tylko dlatego, że jak każdy przywiązuję się do tego co sam zrobiłem :).

Przepraszam za długie podsumowanie roku :). To był jednak bardzo pracowity rok. Poza tym niedawno przeczytałem, że najlepsze efekty pozycjonowania dają artykuły dobrej jakości (kurcze jeszcze muszę nad tym popracować 😉 ), które są wystarczająco długie i mają ponad 1000 słów (tym razem się udało)

Życzę wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku, by nadchodzący rok 2015 był bardziej obfity, by pensje wzrosły, by inwestycje dawały co najmniej spodziewane zyski, by życiowi partnerzy byli dla Was spełnieniem marzeń, by praca dawała satysfakcję, by mieć dobry plan i go wykonać w jak największym zakresie. Tego wszystkiego życzę obecnym i przyszłym czytelnikom 🙂