Biznes praca programowanie…

Witam

Co ja tu widzę, nie pisałem od lutego. Od tego czasu trochę się zmieniło, nie wiele, ale jednak. Trochę się pozmienia, aktualnie zamierzam przenieść część wpisów na inne blogi (chcę zrobić nowy o ekonomii oraz o programowaniu osobny).

Wczoraj skończyłem zadanie testowe dla programisty z dużym doświadczeniem, i doszedłem do pewnych wniosków, którymi chcę się z Wami podzielić.

Właściciel tej jednoosobowej firmy chciał, po zobaczeniu mojego kodu, bym pracował dla niego przez 3 miesiące (uczył się) za darmo, potem zatrudniłby mnie na pół etatu. Śmieszne prawda? Najlepsze jest to, że w wielu aspektach on się myli. Z punktu widzenia programisty, może on mieć swoją rację, ale z punktu widzenia biznesu, racji nie ma. Poczytałem o wzorcu Repozytorium, który to miałem zaimplementować i z grubsza zrobiłem to dobrze, nie użyłem interfejsu, bo i po co, w końcu i tak ten interfejs używany nie jest do DI chociażby. Napisałem to bez czytania czym jest ten wzorzec, tylko na podstawie zdawkowej wiedzy. Mogłem w zasadzie jeszcze poprawić projekt, ale nie miałem na to czasu, gdyż był on darmowy, a czekała na mnie płatna praca.

O co chodzi? Do wzorca Repozytory oraz innych wzorców, do ich implementacji, jest wiele podejść w branży. Czemu niby z biznesowego punktu widzenia miałbym uczyć się za darmo jego podejścia? Jeśli uważa, że jego podejście jest naj, niech zapłaci za naukę, za mój czas, jeśli chce zarabiać, niech zaryzykuje, ale nie, on jest wielki biznesman programista, on chce bym się nauczył,  a on zarobi.  Takich biznesmanów spotykam bardzo wielu. Każdy chce zarobić, nikt nie chce pracować, ryzykować. Nie po to kapitalizm ustanowiono. Ja jako inwestor ryzykuje każdego dnia mniej lub więcej.

Nie jest mądre poświęcanie swojego czasu na naukę od jednej osoby czegoś co ta osoba uważa za złotego Graala informatyki. Jeśli ta osoba uważa, że jego wiedza jest the best, ok życzę powodzenia.

Kolejny biznesman, który kojarzy mi się z wczorajszym, polecił mi gdy robiłem mu stronę internetową, bym nauczył się jednego szablonu wordpressa, bym robił w nim szybko strony internetowe. Oczywiście chciał, by to był szablon,który się jemu podobał typu NoName, nie popularny itp. Stwierdziłem, że jeśli uważa, że to taki świetny pomysł, niech mnie zatrudni na etat, nauczę się obsługi tego szablonu na pamięć i będę wykonywał na nim stronki wordpressowe dla jego klientów. Oczywiście się nie zgodził. Prawda jest taka, że nauka jednego paradygmatu programowania, jednego szablonu WordPressa jest bez sensu, jest nieowocna. W informatyce rozwiązuje się problemy na bieżąco, nie uczy się jednego wzorca na 1000 różnych sposobów, by być uważanym za guru, bo życia nie starczy, by opanować wszystkie. Biznes is biznes. Problem należy rozwiązać, projekt należy zrealizować, kasa musi się zgadzać, to wszystko.

Naukę obsługi jednego szablonu na pamięć porównałbym do nauki przyrządzania potraw. To tak jakby kucharz nauczył się przygotowywać tylko pasztet. Gdy przychodzi klient i chce homara, właściciel restauracji proponuje mu pasztet. Śmieszne prawda. Gdy ogląda się programy typu MasterChef widać, że przed dobrym kucharzem stawia się cel i on go osiąga, jeden lepiej inny gorzej, ten który radzi sobie najlepiej wygrywa. To są zagraniczni kucharze, podejście zachodu, dlatego są bogaci, bo umieją rozwiązać kreatywnie problem. W Polsce uczy się pracownika by był kucharzem, który robi pasztet, bo jak się nauczy jednej, powtarzalnej czynności to będzie robił to szybciej i… taniej. Ta cała taniość, pogoń za robotyzacją pracownika sprawił, że Polska jest krajem montowni i supermarketów. Pracodawcy nie opłaca się kreować gospodarki innowacyjnej, on chce mieć tanio, by za swoją (marną) pracę kupić pracę innych ludzi w jak największej ilości, by zaspokoić jak najwięcej swoich potrzeb (kosztem potrzeb innych). Ten dziki kapitalizm się kończy.

Należy uczyć się rozwiązywać problemy, jak najlepiej, nie bycia purystą, gdyż jeśli ktoś chce się „doktoryzować” z jednego szablonu wordpressa czy podejścia może się to okazać zgubne, gdyż technologia się zmieni (np używane technologie w szablonach WordPressa bardzo pójdą do przodu), przeminie i taki człowiek zostanie sam jak programiści Cobola, którzy lądowali w przysłowiowym McDonaldzie na szmacie lub zmywaku. Nawet jeśli ktoś ma rację i trzyma się swojego świętego Graala, może się przeliczyć, gdyż świat pójdzie w inną stronę. Bez niego.

Reklamy

Brakuje programistów – czyli jak zrobić problem i na nim zarobić.

Witam

Oto jak firmy informatyczne wykreowały problem, a teraz próbują sprzedać nam rozwiązanie za nasze pieniądze z podatków oraz za pieniądze z Unii. Ewentualnie będą chcieli sprzedać nam wiedzę za pieniądze, ale ryzyko czy zostaniemy zatrudnieni ponosi osoba kupująca szkolenie.

Wizja pierwsza.

Firmy zatrudniły zbyt małą liczbę programistów na samym początku projektu, w pewnym momencie, okazało się, że potrzeba ich więcej, by skończyć projekt (winę ponosi pazerna firma, która chciała przyoszczędzić na programistach lub obecni programiści domagają się podwyżek i nagle na gwałt poszukuje nowych). W międzyczasie niektóre technologie (jak np Silverlight) przestały być wspierane i rozwijane. Oczywiście osoby, które były zatrudnione dostawały pieniądze za to, że uczyły się danej technologii. Teraz szuka się kogoś, kto pracował w innej technologii i on ma umieć technologię, której uczył się programista pracujący, otrzymujący pensje lub oczekuje się, że taki programista wolny strzelec lub absolwent uczelni sam w domu nauczy się danej technologii i za pracę w domu, nie płatną oczywiście, będzie miał szansę dostać pracę za pensje niższą lub podobną do osoby, która programowała jakiś czas w danej firmie, bo przecież ta osoba, która się uczyła w domu nie ma doświadczenia komercyjnego (najlepiej – u Pana Henia nie ma doświadczenia, bo w innych firmach to źle programują – co poniekąd jest prawdą, ale prawdą jest też, że tym sposobem sporo się manipuluje). Do tego jeszcze trzeba zachęcić programistę do pracy w technologii niszowej, bo mało kto chce w takiej pracować, bo to dodatkowe ryzyko, że jak skończy się projekt, to nie będą mieli pracy – patrz programiści Cobol, z których ludzie się śmieją, że pracują w McDonnaldzie na szmacie.

Wizja druga.

Firmy zainwestowały w szkolenia w technologie, zapłaciły programiście za naukę, on nauczył się jej w stopniu eksperckim, a teraz szuka kogoś, kto umie na takim samym poziomie jak on daną technologię, jak nie może znaleźć ( a nie może, to dość logiczne – ja też mogę zadawać kierownikom pytania, na które oni nie potrafią odpowiedzieć ) to zwyczajnie ogłasza, że w Polsce nie ma programistów i firma zamiast oddelegować takiego eksperta do nauki młodego studenta, chce by on nauczył innego programistę za pieniądze tego programisty lub za nasze pieniądze z podatków. Jakoś nie zauważyłem gwarancji, że po szkoleniu u eksperta dostanę pracę w jego firmie. Zazwyczaj to ja ponoszę ryzyko jako osoba ucząca się. Czy po stażach w pracy dostaje się pracę? Nie. Dzieje się tak, gdyż zatrudnia się stażystę, potem następnego i tak do znudzenia. Tak samo będzie ze szkoleniami. Ludzie się nauczą, potem im się zaproponuje 3000 zł brutto, albo wcale, bo za mało się uczył ( i nie robił pompek – patrz dalej )

Wizja trzecia

Sprzedawcy marzeń czyli szkoleniowcy zawsze mogą Ci powiedzieć, że umiesz za mało (co poniekąd jest racją), masz za niskie kwalifikacje, że ciągle musisz się dokształcać i oczywiście im płacić. Każdy trener sztuk walki jak przegrasz może Ci powiedzieć – za mało trenowałeś, trzeba było robić więcej pompek, gdybyś zrobił jedną pompkę więcej to byś wygrał. Inne tego typu brednie są dość powszechne w świecie szkoleniowców. Najlepsze pytanie jakie zadają uczniowie, to czego się teraz uczyć. Odpowiem – myślenia! Robią nas w balona, więc warto uczyć się myślenia, by nie dać się oszukiwać cwaniakom pracodawcom.

Jak pisałem już wiele razy, firmy informatyczne (nie tylko one – banksterzy również robią to od lat) chcą swoje koszty przerzucić na Państwo, a na siebie zyski. Są roszczeniowi wobec Państwa. Jak im Państwo nie sypnie kasy, to nie będą zatrudniać – wielką łaskę robią. Apel do Państwa – dajcie pieniądze młodym, by zakładali własne firmy i wywalili to postkomunistyczne, roszczeniowe szambo z PL. Wpierajcie specjalistów wysokiej klasy, nie przeciętniaków.

Na uczelniach wyższych wiele podobnych sytuacji ma miejsce – profesorowie mówią Ci, że nic nie umiesz, najlepiej jak im dasz łapówkę, wtedy umiesz wszystko. Oczywiście łapówki są nielegalne, więc się idzie do kolegi wykładowcy i jemu się płaci za korepetycje. Wykładowcy kradną, firmy też teraz chcą. Każdy kradnie w Polsce! Skończymy jak Grecja.

W Grecji wymyślono gumowe oliwne drzewka. Gdy z powietrza robiono zdjęcia pól uprawnych, widać było drzewka oliwne, ale były z gumy. Rolnicy dzięki temu wyłudzili pieniądze z Unii na uprawy oliwy. Podobnie chcą wyrwać pieniądze szkoleniowcy w IT. Zrobili problem – nie ma kadry programistów i oni teraz będą ten problem rozwiązywać robiąc szkolenia za nasze pieniądze. Otóż ja już sporo wydałem na edukacje, wydane pieniądze nie zwracają mi się, w zasadzie uważam, że wyrzuciłem je w błoto (no chyba, że weźmiemy pod uwagę, że jestem pasjonatem i sporo projektów robię dla siebie, by zarabiały lub robię na zlecenia, jednak ekonomicznie wychodzę na tym kiepsko jak na ekologicznych domach inwestorzy), ale sprzedawcy marzeń, dalej powtarzają mi, że umiem za mało i jeszcze z moich podatków chcą pieniądze, by dalej szkolić. Gdy pytam w firmie, czego muszę się nauczyć, by zarabiać 6.000 zł skoro umiem za mało, konkretnej odpowiedzi nie dostaję. Traktują pracownika jak chomika w kółku. Biegniesz i nie możesz dogonić serka. Ale widzisz, że serek jest blisko. Jak już się nauczysz nowej technologii, to ups, przechodzimy na inną nową technologię, kto nie jest na czasie, ten nie może zarabiać 6.000zł tylko 4.000 zł (kierownik dostaje podwyżkę, bo cichaczem ustalił z zarządem, że będzie się uczył danej technologii i jak już się nauczy, to wdroży ją w firmie i on już będzie ją umiał i więcej zarabiał). Ups. Nauczysz się nowej, powinieneś zarabiać 7.000 zł a oni Ci łaskawie dadzą 5000 zł, a potem coś znów wymyślą, by Ci nie zapłacić, albo zrobią Ci zwolnienia grupowe, wyrzucą pod byle pretekstem itp. Ale w mediach będą pisali, że nie ma ludzi do pracy, nikt nic nie umie poza nimi itp. Sygnity już ogłosiło zwolnienia grupowe. Ciekawe czemu, przecież mają nowe kontrakty. Po Sygnity programiści pójdą do innej firmy i się okaże, że nie umieją technologii X Y i muszą zaczynać od nowa od 3.000 zł brutto. Jeśli chcesz zarobić i pracować zdalnie, to nie wolno, bo musisz pracować w ich mieście, musisz tam wynająć mieszkanie, pokój, musisz dać zarobić ze swojej marnej pensji inwestorowi w nieruchomości. W Warszawie nawet Masa – były mafiozo mówi, że mafia w nieruchomościach ostro działa. Oni muszą zarabiać, Ty masz pracować za co Ci dadzą. Kataryna się kręci. Wszyscy z ekipy mają zarobić, ale nie Ty robaczku, który nic nie znaczy, nie wkręcił się w towarzystwo itp. A propo towarzystwa. Znam osobę, która pracowała w TVN. Oczywiście ta osoba chwaliła się, że sporo wydawała na narkotyki imprezy itp. Czasem, żeby się wkręcić w dobrą pracę musisz sporo wydawać. Nie zdziwię się, jeśli musisz znać dobrego dilera i u niego kupować koks, żeby awansować. Dzieje się tak nie dlatego, że narkomani są lepsi i bardziej wydajni (chociaż to też jest prawda, że po amfie więcej się pracuje czy po kokainie, ale na krótką metę, gdyż potem zostaniesz warzywem), ale również dlatego, że taki diler może współpracować (lub znać się) z szefem danej firmy i dzięki temu Ty masz pracę i pensję, którą zostawisz całą u dilera. Ot mechanizm cwaniaków jak dać Ci pracę i na tym zarobić. Pół biedy, jeśli ćpasz, bo lubisz, gorzej jak musisz ćpać, żeby dostać pracę.

Czas z tym skończyć, bo to zaczyna być śmieszne. Grupy interesów tylko patrzą jak wyciągnąć od nas kasę. Każdy sposób jest dobry a to edukacja, a to kursy szkolenia a to lipne produkty, abonamenty na których masz zarabiać, a zarabia tylko jedna osoba. Owszem uważam, że MLM to uczciwy biznes, ale też nie każdy. To co jest aktualnie stworzone w Polsce, woła o pomstę do nieba. Nie ma co winić polityków tylko pracodawców cwaniaków (do tych uczciwych nic nie mam, ale tych coraz mniej – dzisiaj nie opłaca się już być uczciwym nawiasem).

Dlaczego piszę o tych przekrętach? Gdyż chcą znów z podatków kasę wyciągnąć dla siebie na konta. Nie podoba mi się to. Politycy powinni przestać ulegać cwaniakom, którym pieniądze muszą się zgadzać. Mi pracownikowi nie musi. Domagam się, by więcej pieniędzy było przeznaczane dla młodych po studiach, by otwierali swoje firmy tutaj, nie w Anglii. Ci młodzi gniewni mają energię, pomysły, zapał do pracy i to oni zbudują Polskę, ale niech budują ją też dla siebie, nie dla cwanego pracodawcy, po co mu kolejny Lexus?

Pozdrawiam

Odpowiedź na wpis „Jak zatrudnić dobrego programistę” czyli jak nie zatrudnić złego – analiza krytyczna

Witam

Chciałem odnieść się do wpisu na blogu devlab.pl o tym jak zatrudnić dobrego programistę a właściwie jakiego nie zatrudniać.

Teza piersza – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto potrafi w ciągu kilku chwil zaimplementować algorytm sortowania bąbelkowego w trzech najpopularniejszych językach programowania.

Tu akurat się zgodzę. Umiejętności zdobyte na studiach miały tylko nauczyć myślenia w językach programowania, rozwiązywania dość prostych problemów itp. Warto by programista je znał, ale rozwiązywanie problemów biznesowych jest ważniejsze w firmach. Sortowanie bąbelkowe dobre jest dla nauczycieli i wykładowców tak jak i inne algorytmy, których się człowiek uczy na pamięć. Ja uczyłem się ze wzoru matematycznego jak napisać kod by działał. Nie szukałem gotowca w internecie do przerobienia na iny język. Jeśli Ty jesteś programistą, który zamiast rozwiązać problem wedle opisu, znalazł gotowy algorytm w C i przerobił go na Javę, to nie dziw się, że nie masz dobrej pracy. A uwierzcie mi na studiach wielu ludzi tak właśnie robiło.

Teza druga – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto ma mnóstwo certyfikatów potwierdzających kwalifikacje.

Jeśli certyfikaty są ze sobą spójne i potwierdzają je kwalifikacje pracownika to ok. Im więcej certyfikatów maja pracownicy w danej firmie, tym ta firma taniej kupuje produkty Microsoftu dla siebie. Nie zapominajmy o tej prawdzie :). Przy odpowiedniej liczbie pracowników z Certami, niektóre produkty Microsoftu są za darmo :). Nie ma to jak dostać sobie takiego Sharepointa za friko :). Nie jestem teraz pewien jakie produkty można dostać z jakim upustem  – trzeba sobie poszukać.

Teza trzecia – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto potrafi programować non-stop przez 24 godziny o pizzy i energetykach.”

A znasz takiego? Ja nie. Ja akurat sporo programuje. Dalej piszesz o tym, że człowiek się nie szanuje. A czy firma szanuje go? Dlaczego nie zorganizuje mu czasu po pracy np wykupując karnet na basen, siłownie, tańce itp? Przecież firmy same zmuszają ludzi do pracy po godzinach najlepiej za darmo. Pracowałem w jednej firmie, która gdy zauważyła, że pracujemy za dużo, to zorganizowała nam paintball, jazdy na quadach. Czemu nie zorganizujecie pracownikom wyjazdu w góry, integracyjnego wypadu gdzieś nad morze itp. Jeśli firma nie szanuje pracownika, to on nie będzie szanował współpracownika i szefa.

Teza czwarta – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto nie potrafi w kilku prostych zdaniach wytłumaczyć swojej babci czym zajmuje się w pracy.

A czemu nie zrobicie takiej osobie szkolenia albo nie poślecie do specjalisty na szkolenie z komunikacji? Szkoda kasy, rozumiem, najlepiej żeby programista sam się wszystkiego nauczył pracował dla Was a Wy zgarniecie tylko pieniądze. Ja w większości spotykam się z tym, że kierownicy nie umieją się komunikować. Za błędy w komunikacji odpowiada szef, kierownik, dyrektor nie programista. To Wy musicie nauczyć się komunikować z programistą nie on z Wami. W końcu kierownik za coś kasę bierze co nie.

Teza piąta – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto sądzi że kod źródłowy jest wartością samą w sobie i broni go jak niepodległości.

Zgadzam się

Teza szósta – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto codziennie punktualnie wychodzi z pracy.

Zgadzam się, z tym że czy kierownik poinformował pracownika, że jeśli zostanie dzisiaj 10 minut dłużej i rozwiąże problem to następnego dnia jak skończy wcześniej, to będzie mógł wcześniej wyjść? Ja pracowałem tylko z jednym człowiekiem na takich zasadach (no może z dwoma) i na prawdę jak skończyłem danego dnia zadanie po 5 godzinach to mogłem sobie iść na miasto. Tylko w jednej firmie. W innej przy „elastycznym” i zadaniowym czasie pracy jak skończyłem wcześniej to musiałem robić następne zadanie. Pewnie większość pracodawców by tak chciała.

Teza siódma moja ulubiona, po przeczytaniu której postanowiłem stworzyć tego posta 🙂 – „Nie jest Dobrym Programistą ten, kto pracuje dla pieniędzy

No oczywiście. W jednej z firm w których pracowałem za 1800 zł brutto miesięcznie z nadgodzinami też mi mówili, że szukają pasjonata. Na pytanie czy jakiegoś nie znam, odpowiedziałem, że znam – nazywa się Linus Torvalds. Gość zarabia z tego co pamiętam dziesięciokrotnie więcej niż taki przeciętny amerykański programista. Tak właśnie zarabiają pasjonaci (kiedyś gdzieś znalazłem ile on zarabia, źródła nie pamiętam). A cwani pracodawcy opowiadają jakieś bajki o tym, że dobry programista to taki, który robi dla pasji, dla swojego szefa, który ich pogłaska po brodzie i poklepie po ramieniu. Nie dajcie się skubać cwaniakom. Nie po to programista się uczy, by zarabiać jak szwaczka. Oczywiście szybko zrezygnowałem z pracy w tej firmie, bo to obciach pracować za takie pieniądze. Na szczęście dawali 1800 na okres próbny. Na rok nawet bym nie podpisał 🙂

Prawdą natomiast jest to, że wielu młodych chce zostać programistami dla pieniędzy. Z drugiej strony widzimy firmy, które korzystają z coraz to bardziej zaawansowanych technologii, widzimy rozrastające się ekosystemy np .NET, Java, technologie webowe, które ze sobą nie współpracują (Entity Framework chyba nie ma w ekosystemie Javy nHibernate z tego co wiem jest) i nauczenie się samemu czy nauczenie się w pracy tych technologii staje się nieopłacalne i ani studenci ani pracodawcy nie chcą inwestować (Ci pierwsi czasu Ci drudzy pieniędzy) na nauczenie przyszłego programisty tych technologii. Oczywiście koszt ten leży po stronie pracodawcy, czego oni nie chcą ponosić, wolą podkraść innej firmie pracownika, który już te technologie zna. Czyli ryzyko danej technologii przechodzi na pracownika nie na firmę, co już samo w sobie jest niesprawiedliwe.

Jeśli ktoś nie nadaje się na programistę, a są tacy, to faktycznie nie powinni oni zostawać w firmie na dłużej. Zatrudnienie młodego programisty po studiach wiąże się z dużym ryzykiem, właśnie dlatego, że ktoś może sobie nie poradzić z programowaniem. Ja od początku wiedziałem, że chcę zostać programistą. Teraz wiem, że chcę się specjalizować w ASP.NET MVC i w WPF – głównie pod urządzenia mobilne. Zdarza mi się słyszeć, że umiem za mało, że powinienem się dokształcić, żeby… no właśnie zarabiać 3000zł brutto miesięcznie. Przecież to jest śmieszne. Mam znowu dokładać czas – uczyć się za darmo, by móc sobie popracować za śmieszne pieniądze jak na programistę? Przecież w tym samym czasie mógłbym pracować, zarabiać i odkładać pieniądze robiąc coś innego np wykładając towar w markecie. Może mniej ambitne, ale więcej się odłoży. I to nie ja jestem mniej ambitny tylko chcę odłożyć pieniądze na własną firmę. A nie zrobię tego pracując w Warszawie za 4.000zł ( a padają stawki rzędu 3.500 lub 4.000 po iluś tam okresach próbnych i to na umowę zlecenie – odrzucam ).

Tymczasem firmy starają się młodym programistom wmówić, że wolą zatrudnić specjalistę z doświadczeniem, a tym z doświadczeniem mówią, że zatrudnią studenta za mniejsze pieniądze. A zazwyczaj nie zatrudniają nikogo i dalej szukają, bo nie znaleźli naiwniaka. Powoli myślę nad usunięciem większości kontaktów z LinkedIn, gdyż rekruterzy opowiadają bajki studentom, że jeśli nie zgodzą się pracować za śmieszne pieniądze, to zatrudnią programistę z doświadczeniem a tyyyyyylu ich mają w kontaktach na LinkedIn. Dziwne, że nam osobom na tych profilach mówią odwrotnie. Przykre, ale ktoś musiał Wam napisać prawdę jak to wygląda – ja też byłem kierownikiem i kazano mi tak kłamać, czego oczywiście ku złości w oczach szefostwa nie robiłem :).

Widzę również osoby, które chcą pracować w IT a mają na prawdę małą wiedzę i tylko mnie to upewnia w tym, ze jako człowiek z dość pokaźną moim zdaniem wiedzą ( w porównaniu do rówieśników) powinienem więcej od nich zarabiać a tymczasem jest inaczej. Oczywiście dalej zdaje sobie sprawę z tego ile jeszcze muszę się nauczyć i widzę jak świat szybko się rozwija. Pocieszam się tylko tym, że ja szybciej się uczę niż Microsoft wypuszcza nowości xD

Ktoś w komentarzach napisał – co jest gorsze pracowanie za niskie wynagrodzenia w kreatywnej pracy czy za wysokie w nudnej. Ja za wyższe wynagrodzenie pracowałem w serwisie. Jako programiście nie zapłacił mi nikt jeszcze takich kwot jak tam. Co jest co najmniej dziwne i niesprawiedliwe, że łatwiejsza praca może być lepiej płatna od tej trudniejszej. Popyt i podaż oraz zasady kapitalizmu mówią, że powinno być odwrotnie a nie jest tak. Dzieje się tak, gdyż cwani ludzie w biznesie chcą wyzyskać ludzi którzy coś umieją :). Dlatego nie warto być frajerem. Tak użyłem mocnych słów i podtrzymuje to zdanie. Nie warto się sprzedawać za śmieszne pieniądze w zawodach, gdzie się coś tworzy, do których trzeba mieć bardzo dużą wiedzę. Jacek, który dodał ten komentarz, pisze, że jeśli ktoś ma bogatego wujka, to może pracować za mniejsze pieniądze. Może, ale po co. Ja osobiście wolę robić projekty sam dla siebie, by je sprzedawać jak aktualnie projekt nad którym pracuję. Jeśli pracodawca nie zagospodaruje mojego czasu pracy, łaski mi nie robi zrobię mu konkurencję :). Prosty mechanizm świata w którym żyjemy. Świat nie zna próżni. Jako człowiek, który kocha zarówno programowanie jak i biznes, muszę napisać, że najlepiej jest pracować właśnie na siebie, robić projekty które są nam potrzebne i są dla nas interesujące. Może ciężko się wstrzelić w niszę, ale myślę, że jest to możliwe. Jak tylko zbuduję swoją niszę, dam znać jak mi idzie. Dla mnie programista, który nie zna swojej wartości to fajtłapa a nie człowiek sukcesu. Ja nie poszukuje ludzi niezaradnych, gdyż są oni dla mnie problemem. Wolę współpracować na zasadzie podwykonawcy – zlecić samo-zatrudnionej osobie coś do wykonania, albo samemu za dobre pieniądze coś wykonać.

To co jest ważne o czym ja piszę i szkole z tego. Jacek pisze, że programista musi za co zjeść i się ubrać itp. Zarobki człowieka po studiach nie powinny starczać jedynie na utrzymanie. Normalny człowiek, w tym programista powinien odkładać pieniądze. Czemu na projekcie, który ja zaimplementuje ma zarobić firma, a nie ja i to firmy zarabiają często krocie a płacą dość skąpo? Czemu pieniądze zarobione niby ma odłożyć na swoim koncie i zainwestować pracodawca a nie ja? Przecież ja też jestem inwestorem. Jeśli zarobię 1.000zł więcej miesięcznie to nie wyjadę na Karaiby tylko zainwestuję tą kasę. Czemu ja mam tego nie robić, tylko pracodawca hmmm? Czemu to mają być jego pieniądze a nie moje? To raczej dla gospodarki problemem są pracodawcy, którzy kupują drogie zagraniczne samochody wyprowadzając pieniądz z Polski, na który to pieniądz Polska musiała się zadłużyć (czyli my wszyscy). Przestańcie pisać, że programista musi się tylko utrzymać, bo znów HR pomyśli, że możemy zarabiać 2.000 netto w Warszawie. Programista ma nie tylko utrzymać siebie i rodzinę, ale zapewnić studia dzieciom na tak samo dobrym poziomie na jakim on sam się wykształcił. Do tego musi odłożyć dobre pieniądze, by sam założył firmę i był samowystarczalny nie musiał się prosić o pracę :). Pozdrawiam wszystkich programistów i speców o IT, którzy mają własne firmy i nie muszę się prosić cwaniaków o pracę. Widzę, że w Polsce trwa urabianie ludzi. W Chinach podobno problemem nie są zarobki już i możliwości firm do wypłacania wynagrodzenia, tylko mentalność pracowników, którzy myślą, że jak wypiją jedno piwo na miesiąc to są bogaci. Tą mentalność z tego co gdzieś wyczytałem próbują właśnie zmieniać misje katolickich księży, którzy chcą przekonać zwykłych pracowników, że mogą się upominać o wyższe wynagrodzenie.

Przed chwilą przeczytałem coś o programowaniu w Scala. Czy to kolejny trik by obniżyć stawkę programiście – musisz zarabiać minimalną bo nie umiesz języka Scala, który my tak dobrze umiemy. Nasuwa się tu cytat – „Przyjmując wartości, które przez nich są dane, zostaniesz niewolnikiem a oni będą Panem”. Czyli ktoś sobie w korpo czy małej firemce wymyślił, że nie umiesz człowieku Scala, więc Ci będziemy płacić mało, bo w Javie się już nie opłaca zatrudniać. Czy to aby nie tego rodzaju trik? Czy brak programistów Scala wynika właśnie z tego? Ciekaw jestem jakie oferuje się wynagrodzenie w tym języku. Pewnie dość małe i kwiczy się, że nie ma specjalistów za 3.000 brutto w Warszawie z 5 letnim doświadczeniem w programowaniu w ogóle. Jeśli to tak właśnie wygląda to lepiej nie być uważanym przez takich „speców” za dobrego programistę niż babrać się w gównie, za które potem nikt dobrze nie zapłaci. Tak jest np w radomskiej firmie (nazwy nie podam, bo i tak się sami powinni wstydzić), gdzie za programowanie w niszowym języku płacą 2500 brutto. Nie napiszę jaki to język, bo ktoś skojarzy co to za firma, ale to po prostu nie jest opłacalne. Musicie pamiętać, że niektóre firmy specjalnie wchodzą w języki niszowe, które dla programisty stają się pułapką – muszą pracować za tyle ile firma da, bo nie będą mieli gdzie przejść za większe pieniądze a sami dobrze zapłacić nie chcą przez co programista traci czas. Czy wprowadzanie języka Scala jest podobnym zabiegiem, który ma za zadanie uzależnić programistę od danego języka jak narkomana od heroiny? Od razu wspomnę, że podobny mechanizm stosują firmy, gdzie pracownik przyzna się do tego, że ma kredyt. Niektóre firmy, nawet zlecają pisanie artykułów, że jeśli masz kredyt to idź do pracodawcy po podwyżkę i powiedz, że masz kredyt to dostaniesz podwyżkę. Zazwyczaj kończy się to nie tylko brakiem wspomnianej podwyżki, ale również notatką w specjalnym zeszyciku (lub oprogramowaniu CRM), że nie należy Ci dawać podwyżki bo masz kredyt do spłacenia i musisz pracować za to co Ci dadzą. Wybaczcie, ale taka jest rzeczywistość. Ach ten Matrix.

Jak widzicie ja tu dla Was koledzy programiści przygotowuje opracowanie pułapek, które na Was chcą zastawić cwani pracodawcy. Skąd ja to wszystko wiem? Oprócz studiów technicznych, znam się również na filozofii, psychologii. Dwa lata uczyłem się rozwoju osobistego w tym o komunikacji z ludźmi, z kobietami itp. Moim hobby nadal jest podrywanie dziewczyn i cały czas się w tym szkole, trenuje. Umiem się dogadać z drugim człowiekiem, czego nie umieją pracodawcy. Nie stosuje na ludziach (nawet jak jestem kierownikiem) trików socjotechnicznych, gdyż w większości się nimi brzydzę. Tak jak brzydzę się osobami, które te techniki stosują, dlatego też je ujawniam na blogu. Serdecznie zapraszam programistów by co jakiś czas zapoznawali się z moimi wpisami. Myślę, że warto czasem przeczytać kogoś, kto zadaje się z ludźmi, którzy chcą dawać Wam wolność a nie ją zabierać jak cwani pracodawcy i inni, którzy myślą, że jak opanowali techniki manipulacji to są panami świata. Ujawniając ich techniki sprawiam, że przestają one działać jak iluzja magika, który płacze, że ktoś ujawnił jak zrobić dany trik.

Pozdrawiam