Analiza krytyczna wypowiedzi Ikonowicza i Korwina

Witam

Dzisiaj chciałbym się wypowiedzieć na temat rozmowy Pana Ikonowicza z Panem Korwinem-Mikke. Ich wypowiedzi były częścią programu, który znalazłem przypadkowo n Youtube : https://www.youtube.com/watch?v=nHgBozIh6Pg

Rozmowa związana jest ze strajkami robotników w sprawie podniesienia płacy minimalnej oraz spełnienia przez rząd innych roszczeń związkowców.

Pan Ikonowicz jest komunistą, Pan Korwin liberałem.

Niestety nie mogę zgodzić się z Panem Korwinem, chociaż komunistów też nie popieram w 100%. Pan Janusz twierdzi, że rynek sam rozwiążę problem bezrobocia i niskich pensji. Otóż moim zdaniem pracodawcy są dzisiaj zbyt łapczywi i nie chcą podnosić pensji mimo, że mogą. W zasadzie moim zdaniem możemy mówić tu o kartelu pracodawców, co legalne nie jest. Oni nie konkurują ze sobą o pieniądze, tylko z pracownikami. Ich celem jest sprawić, by pracownik był możliwie najtańszy i nie interesują ich kwalifikacje pracownika. Dzisiaj człowiek po dobrych studiach może zarabiać śmieszne pieniądze, gdy ktoś po znajomości zarabia dobrze a jest mierny, ale wierny. Ten lepszy musi pracować za śmieszne pieniądze na siebie i na tego miernego.

Komunizm nie był zły, kapitalizm też zły nie jest. Źli są ludzie, którzy go tworzą. Dzisiaj też często się zdarza, że człowiek zdolny jest traktowany gorzej niż znajomek szefa. To ta chora mentalność sprawia, że dochód przedsiębiorstw a tym samym cały dochód narodowy jest dzielony niesprawiedliwie. Pracodawcy nie kierują się bowiem racjonalnością, bo nie widzą dalekich konsekwencji swoich poczynań. Kierownik woli zatrudnić kolegę, bo to nie jego firma, więc co się będzie przejmował. Nie patrzy w przyszłość z myślą, że jak firma zbankrutuje, to on nie będzie miał pracy, zresztą czemu miałby to robić, jak i on zarabia mało. Wiem, bo sam byłem kierownikiem. Ludzie nawet dawali mi łapówki, żebym ich zatrudnił, ale ja nie przyjmowałem, ja zawsze chciałem zatrudniać najlepszych, jednak mój przełożony wybrał sobie pracownika, który nie był związany z moją branżą. A ja musiałem go za te same pieniądze wszystkiego nauczyć.
Na co ja oczywiście powiedziałem „chwileczkę”. Ja musiałem się uczyć, płacić za studia, a teraz za te same pieniądze miałem uczyć tanią siłę roboczą jak ma wykonywać swoje obowiązki i mnie zastąpić w przyszłości? Odszedłem z firmy. Nauczyłem  go tylko podstaw, by mógł pracować. Firma podupadła a dyrektor przeszedł z Polski do Amerykańskiej firmy mając tą gdzieś. Przeszedł w dobrym momencie, gdyż wtedy firma zarabiała więcej dzięki jego zarządzaniu finansami niż dzięki sprzedaży produktów. Moich rad też nie słuchał. Teraz firma ma się tylko gorzej. Gdzie tu racjonalność? Jest tylko dbanie o swoje interesy nic więcej. Pan Korwin żyje utopią.

Oprócz płacy minimalnej, w takiej formie jaka jest ( nie mam na myśli jej wysokości ) zgadzam się i jestem za tym, żeby dla absolwentów uczelni wprowadzić również minimalną, jeśli pracodawca chce zatrudnić absolwenta w zawodzie. Czyli jeśli dzisiaj minimalna wynosi 1680zł to minimalna dla absolwenta ekonomii jeśli chce go zatrudnić bank do wykonywania pracy związanej z jego studiami powinien mu zapłacić 3000zł brutto.

To wbrew pozorom rozwiązałoby problem bezrobocia dla osób po studiach. Problemem jest tutaj nie to, że nie ma pracy albo zdolnych absolwentów, tylko to, że często Ci zdolni nie zgadzają się na śmieszne warunki finansowe. Kolega nie mógł znaleźć pracy po studiach ekonomicznych, był jednym z najlepszych studentów, otrzymywał nagrody, żaden bank go nie chciał, bo oczekiwał za dużo. W końcu chłopak złapał pierwszą lepszą pracę po kilku latach nie związaną ze studiami. Gdyby ludzie po studiach mogli pracować za swoją minimalną, osoba, która pracuje w branży 2 lata nie pracowałaby za 3000zł tylko za 5000zł powiedzmy, więc pracodawcy opłacałoby się zatrudnić taniego studenta. Tymczasem skoro pracownik ze stażem 3 letnim zarabia tyle, ile powinien zarabiać człowiek po studiach, to nie opłaca się pracodawcy zatrudniać nowego studenta, skoro ma pracownika za te same pieniądze z 3 letnim stażem. Dlatego bierze się studentów na tak zwane staże, na których robi się z nich idiotów. Na szczęście w firmach w których pracowałem oferty staży były, ale nikt się nie pojawiał, studenci nie są w ciemię bici.

Napiszę teraz o całej masie trików i sztuczek pracodawców w jaki sposób zbijają oni cenę pracy nowego pracownika przy rozmowie o prace. Wiem bo sam byłem kierownikiem i mnie uczono takich sztuczek.

Pierwsza z nich – zaprosić petenta do biura zwłaszcza jak jest z innego miasta. Jeśli przyjedzie to znaczy, że mu zależy i będzie można maksymalnie zbić stawkę. Przykład z życia – pojechałem na testy, przeszedłem, zadzwonił telefon żebym przyjechał na rozmowę o pracę. Pojechałem. Pada propozycja w Warszawie dla informatyka po PW ( tak tam właśnie studiowałem Panie Korwin ) 1500 brutto na umowę zlecenie potem 2500 brutto na zlecenie potem dopiero sensowne pieniądze. Czy to jest propozycja dla człowieka z innego miasta w Warszawie gdzie trzeba wynająć mieszkanie od firmy giełdowej (może od raz powinienem Wam przelać 10.000zł na konto firmy, żebyście wykazali wyższy zysk, a nie jeszcze będę na Was pracował)? Oczywiście wstałem i wyszedłem. Sprzedawczyni w sklepie spożywczym w Warszawie jest poszukiwana za 2500 (nie pamiętam brutto czy netto) plus dach nad głową – czasem u nas się pojawia takie ogłoszenie.

Trik drugi – długa wieloetapowa rekrutacja. Po przejściu kilku etapów, poświęceniu czasu i pieniędzy na dojazdy taki pracownik jest na tyle zmiękczony, że w końcu zgodzi się zejść z oczekiwań finansowych. Po co te testy? Opowiem Wam jak zrobiłem kiedyś trik na pracodawcy hehe. W jednej z firm w których pracowałem, dostałem się po zdaniu testu na 20%, następnie spotkałem kolegę, a że wiedziałem, że u nas dalej szukają, to zaproponowałem mu pracę. Skopiowałem pytania z testu do tej firmy, rozwiązałem korzystając z internetu, wysłałem mu prawie wszystkie odpowiedzi na pytania, żeby nie było podejrzane, jak rozpracuje cały test. Napisał na 80%, dostał mniej kasy ode mnie :). I po co ten test? Żeby pracodawca mógł udowodnić Ci, że jesteś wielbłądem.

Kolejny trik polega na zaniżaniu wynagrodzenia w momencie podpisywania umowy. Z tym też się spotkałem. Po ustaleniu wszystkich składników wynagrodzenia, okazuje się, że pracodawca może podpisać umowę, ale na innych warunkach niż wcześniej ustalone. I teraz albo żyj z tym, że odmówiłeś innemu pracodawcy i szukaj dalej, albo podpisz. Trudna decyzja, ale większość decyduje się moim zdaniem na podpisanie niekorzystnej umowy.

Czwarty trik to w ogóle nie wypłacanie wynagrodzenia. Dzieje się tak jak nie podpiszecie umowy z pracodawcą zazwyczaj. Ewentualnie pracodawca może ogłosić upadłość i rozkraść majątek przepisując go na rodzinę i tak nic nie dostaniesz. Nie będę tu pisał jak firmy giełdowe zwłaszcza te budowlane kradną pieniądze i pracę na tak zwany „łańczuszek”. Proszę sobie poszukać, było w gazetach opisane.

Piąty trik pracodawcy to proponowanie umów śmieciowych. Nie są to złe umowy. Są jednak nadużywane i stosowane niesprawiedliwie. Jeden pracodawca namawiał mnie do podpisania umowy o dzieło na takich samych zasadach finansowych jakie płaci się na umowie o pracę, z tym że na mnie przechodziłoby ryzyko niewykonania projektu – gdy z jakiegoś powodu nie da się go wykonać, nie dostanę pieniędzy mimo, że pracowałem. Gdy praca zajmie mi więcej niż założyliśmy to moja strata, że zajęło mi to więcej czasu, za ryzyko nie płacą. Poza tym gdy zachoruje nie należy mi się wynagrodzenie jeśli nie stawię się do pracy. Po trzecie nie mam urlopu. Freelanser wylicza swoje wynagrodzenie według wzoru – pensja na umowę o pracę x 12 dzielone na 10 miesięcy i to jest kwota do podpisania umowy na dzieło od przepracowanej godziny. Jeśli chcemy podpisać umowę z przejęciem ryzyka, musimy doliczyć kwotę za ryzyko – sami musimy się nauczyć wyceniać to ryzyko. To jest dzisiaj sposób działania wyzyskiwaczy – przenoszenie na pracownika ryzyka a na siebie zysków. Nie chcę przez to powiedzieć, że umowy o dzieło czy zlecenie są złe, należy je odpowiednio stosować. Ja np lubię pracować na takie umowy, jeśli mam umowę o pracę i chcę sobie dorobić, wtedy wolę podpisać umowę o dzieło niż kolejną o pracę. Proponowanie umów o dzieło i zlecenie jako podstawowej umowy skwituję cytatem kolegi po fachu – „Jak im nie wstyd?”.

Gdyby ktoś wprowadził program Korwina, to byłaby wolna amerykanka bez prawa pracy itp. Korwin twierdzi, że jest antykomunistą, a jednak zrobiłby największy prezent tym, którzy dorobili się majątków po upadku komuny i to w sposób dwuznaczny.

//

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s